O motylku

Słonko świeciło, wietrzyk wiał ciepły,
Szła gąsieniczka piaszczystą dróżką.
Myślała sobie – Świat wokół piękny!
Stawiając równo nóżkę za nóżką.

Tylko ja brzydka, zielona taka,
I długa na nóżek setkę całą…
Chciałabym zdolność lotu mieć ptaka,
Szczęście nigdy by we mnie nie ustało!

Kolorów też na sobie mieć wiele
Marzeniem jest mym od dni młodzieńczych.
Czy ktoś pomoże mi, przyjaciele,
Bym mogła się pięknie Wam odwdzięczyć?

Żal nagły dopadł naszą poczwarkę
I w domku swym szczelnie się zamknęła.
Wzięła małą drewnianą fujarkę,
Zagrała smętnie i wraz… zasnęła.

Sen mocny był, trwał dni bardzo wiele.
Gdy gąsieniczka oczy otwarła,
Zniknęła jej wszechobecna zieleń!
Spojrzała w lusterko i zamarła…

Tam, gdzie nóg wiele niedawno było,
Skrzydełka piękne się pojawiły
I barw różnistych na nich przybyło,
W blasku słoneczka prześlicznie lśniły!

Wyjrzała z domku swego nieśmiało,
Skrzydła poczuły przestworzy siłę.
I nagle wiedziała co się stało,
Nie była poczwarką, a motylem!

Najmilsi moi, marzyć więc warto!
Choć bardzo często mnie pytają
Dlaczego obstaję przy tym twardo?
Bo one naprawdę się spełniają!

____

To kolejny z wierszyków napisanych przeze na „zamówienie” moich Dzieciaków. Dwa pierwsze, „Dziewczynka i złota rybka” i „O młodym czarodzieju” niebawem pojawią się na blogu – tak, wiem, że nie zachowuję chronologii 😉 Również niebawem powstaną następne, bo kolejka od Jaśka, Emilki i Tośki zapełnia się nowymi tytułami 🙂 Dajcie znać co myślicie!

A może jest tutaj jakaś Dobra Dusza, która mogłaby zilustrować te wierszyki?