Nie chcę być ojcem…

Pewnego wieczora twoja partnerka wyciąga z ukrycia pieczołowicie zapakowane pudełeczko i wręcza ci z niepewnym uśmiechem. Otwierasz, a tam malutkie buciki, albo pozytywny test ciążowy – będziecie mieli dziecko! Przez 9 miesięcy oswajasz się z tą myślą, zastanawiasz się jak to będzie, gdy w twoim życiu pojawi się mały człowieczek. Wreszcie nadchodzi ten wyczekiwany dzień i słyszysz po raz pierwszy płacz swojego nowo narodzonego maluszka. Jesteś ojcem! Tylko co dalej…

Trzykrotnie przeżywałem ten piękny moment. Za każdym razem zastanawiałem się jak to będzie i rzeczywistość zawsze mnie zaskakiwała. Teraz dzieciaki są trochę starsze i mogę powiedzieć wam z całą stanowczością: nie chcę być ojcem!

Bycie rodzicem to wielka odpowiedzialność i nie każdy jest na nią gotowy. Musisz wiedzieć, że twoje życie stanie na głowie i być na to przygotowanym. Cały szkopuł w tym, że przygotowanym tak do końca nigdy nie będziesz, bo każde dziecko jest inne – jedno będzie spało całą noc, drugie budziło się co pół godziny. Przy jedzeniu będzie wciąganie wszystkiego i prośby o dokładki, albo plucie nawet największymi smakowitościami. Z zachowaniem i charakterem też różnie bywa. I co z tym zrobisz?

Masz dwie opcje – staniesz z boku, wkraczając od czasu do czasu z konieczności, albo rzucisz się do tej szalonej rzeki i popłyniesz razem z nią. Ja tak zrobiłem – prąd jest mocny, czasem ciężko utrzymać się na powierzchni, ale satysfakcja z każdego osiągniętego brzegu jest nie do opisania. Dlaczego więc mówię, że nie chcę być ojcem?

Odpowiedź jest całkiem prosta – bycie ojcem to dla mnie za mało. Nie chcę być wyrocznią, tylko doradcą. Nie chcę być obserwatorem, tylko powiernikiem. Nie chcę być żandarmem, tylko przyjacielem. Nie chcę mieć czasu, tylko spędzać czas. Nie chcę być ojcem – chcę być TATĄ!

Tatusiowie – wszystkiego najlepszego z okazji Waszego (naszego!) święta 🙂