HARD RESET

Ten tekst miał powstać jakiś czas temu, w samym środku akcji #zostańwdomu i mieć tytuł „Rodzina w czasach zarazy”. Napisałem nawet kilka pierwszych zdań o tym jak odnajdujemy się w tej niespodziewanej sytaucji i jak może ona wpłynąć na naszą piątkę. Wtedy jednak przyszła do mnie Emilka i zamówiła wierszyk, potem Jasiek zamówił swój (oba do odsłuchania na wyróżnionych relacjach na insta – zapraszam :P, niebawem powstaną nowe) i tekst poszedł w odstawkę. Postanowiłem do niego wrócić, ale po przeczytaniu tego, co już napisałem, stwierdziłem, że chyba chcę napisać coś innego, trochę bardziej osobistego…

Koronawirus – słowo odmieniane codziennie na wszelkie możliwe sposoby, temat główny gazet, telewizji, internetów. Słusznie, przecież za naszego życia nie było podobnej sytuacji – mierzymy się z czymś takim po raz pierwszy zarówno całościowo jako społeczeństwo, ale także bardziej indywidualnie jako rodziny i ich elementy składowe – jednostki. I jak w tym teście wypadamy? Obiektywnie mówiąc: różnie. Jako społeczeństwo w większości odnaleźliśmy się w nowej rzeczywistości, rozumiemy jej zagrożenia i staramy się je minimalizować, aby w miarę normalnie funkcjonować. Jako rodziny podobnie – łączymy ze sobą aktywności wcześniej wybitnie rozłączne: dom z pracą, szkołę z domem, pracę ze szkołą. Raz skutek lepszy, raz gorszy, ale jakoś pchamy to do przodu. A jednostkowo?
Jakieś 2 lata temu wrzuciłem na bloga tekst pt. „Schematy”, o tym jak łatwo i często popadamy w rutynę, dajemy się życiu prowadzić utartymi ścieżkami. Ale tak na dobrą sprawę dopiero teraz, siedząc „zamknięty” w domu, zobaczyłem w całej rozciągłości jak bardzo prawdziwy był to tekst. Przez cały ten czas wydawało mi się, że potrafię łatwo wyskoczyć ze schematu, skoro dobrze wiem o jego istnieniu. Nie, nie potrafię. Te kilka tygodni pokazało mi, jak bardzo kieruje on moim życiem, jak silnie jest zakorzeniony. Każdego dnia uświadamiałem sobie to coraz bardziej. Kawałek po kawałku. Krok po kroku. Schemat zabijał radość z codzienności, kreował złość i frustrację, co odbijało się na najbliższych. Pora to zmienić, wyjść z koleiny, popłynąć pod prąd.

HARD RESET

Tak, jak zmienia się świat, zmieniam się i ja. Czas wyhamować życie, bo pędzi za szybko. Docenić to, co otacza mnie dookoła, co już mam, a nie gnać byle dalej. Czas sprawić, by codzienne obowiązki stały się przyjemnościami. Znaleźć chwilę na rozmowy z najbliższymi. Zacząć w końcu realizować plany, które od zawsze kołatały się gdzieś po głowie, ale nigdy poza fazę planów, a raczej „przedplanów”, nie wyszły. Zorganizować życie na nowo. Lepiej. Dla wszystkich.

Bez pandemii, izolacji, kwarantanny tego postanowienia pewnie by nie było. Albo nawet, gdyby zakiełkowało, to szybko bym je zadeptał pod pierwszym lepszym pretekstem, bo przecież jest dobrze tak, jak jest. Teraz jednak wiem, że można – a nawet trzeba – inaczej. I cieszę się, że to „inaczej” już powoli zaczyna funkcjonować…

Trzymajcie się zdrowo!

PS. Blog też się zmieni. Na pewno ożyje, bo za tak długą przerwę w pisaniu wstydzę się niemiłosiernie. Ale nie zdziwcie się, jak zacznie pojawiać się na nim więcej tekstów literackich – dłuższych, krótszych, zabawnych, poważnych… Taki poligon doświadczalny. To część większego zamysłu, który powinien już być dawno zrealizowany, a nadal jest w powijakach. Liczę na Wasze wsparcie, na chłodną ocenę tego, co przeczytacie, na wytykanie błędów. Bo gdy plan przestanie być planem, a zacznie być realizowany, miejsca na błędy nie będzie 😉 Ruszam, działam, kombinuję – to się musi udać!