Powrót

Wszedł do ciemnego korytarza.
„Dziwne” – pomyślał – „przecież zawsze świeciło tu mnóstwo żarówek”.
Coś zachrzęściło mu pod stopami. Zapalił latarkę w telefonie i skierował jej promień w dół. Cała podłoga przysypana była szkłem. Obrócił telefon w górę i powędrował wzrokiem za snopem światła. No tak, wszystkie żarówki rozbite, stąd tyle szkła.
„Cholera, ale to miejsce zeszło na psy. Aż tak długo mnie tu nie było?”
Winda oczywiście nie działała, więc wdrapał się po schodach na 4 piętro, przekopując się przez zalegające na nich śmieci. Dotarł do drzwi, które stanowiły jego cel – miejsce, które w przeszłości odwiedzał niemal codziennie, a dziś stawał przed nimi pierwszy raz od dawna. Od bardzo dawna. Poszperał w kieszeniach szukając klucza, który zwykle nosił na ulubionym breloku. Zestaw dwóch rzeczy, bez których nie mógł się obejść. Przynoszący szczęście samolocik na łańcuszku i klucz do miejsca, które swego czasu kochał. Brelok pozostał ulubionym i nadal służył codziennie, kluczyk zaś, którego teraz szukał, wyjął kilka godzin wcześniej z zagrzebanego głęboko w szufladzie z „przydasiami” pudełka.
Kieszenie spodni były jednak puste, zaczął więc zastanawiać się czy przypadkiem nie zgubił klucza gdzieś po drodze. Oblał się zimnym potem, bo dużo kosztowało go pojawienie się znowu przed tymi drzwiami. Wiele dni bicia się z myślami czy warto, czy jeszcze znajdzie w sobie tę iskrę, która niegdyś rozpaliła się jasno i doprowadziła do powstania miejsca, przed którym teraz stał.
Nerwowo zaczął macać się po kurtce. Boczne kieszenie puste, te na piersiach także. Wewnętrzna? Jest! Jest w wewnętrznej! Odetchnął z ulgą, jednak wejdzie…
Zamek otworzył się zadziwiająco lekko, drzwi jednak przeraźliwie zaskrzypiały, gdy tylko je pchnął. Pstryknął przełącznikiem na ścianie, lecz i tu światła nie było. Nie potrzebował go. Znał to miejsce na pamięć. Wiedział jednak, że to, co chce zrobić, wymaga jasności. Ponownie zaświecił telefonem i otworzył skrzynkę z bezpiecznikami, wiszącą nad drzwiami. Korki były wyłączone, przestawił je więc i ponownie spróbował zapalić światło. Nagły rozbłysk poraził jego przyzwyczajone już do ciemnicy oczy. Potrzebował kilku chwil, by zniknęły powidoki. Rozejrzał się po wnętrzu, które na szczęście nie podzieliło losu klatki schodowej, nie było zniszczone i zaśmiecone. Nikt tu się nie włamał, przynajmniej tyle. Ilość kurzu i pajęczyn była jednak ogromna.
„Dużo czasu zajmie mi doprowadzenie tego miejsca do stanu używalności” – pomyślał. Ale nie martwiło go to. Ważne, że się przemógł, przekroczył próg. Wiedział, że teraz już „z górki”.
Przejechał palcem po blacie biurka i kichnął, gdy chmura pyłu, która uniosła się w powietrze, podrażniła mu nozdrza. Zaśmiał się pod nosem. Przeniósł wzrok na ścianę, gdzie z wielką dumą zawiesił kiedyś wykonany przez siebie neon. Ciekawe czy działa? Wymacał schowany za neonem włącznik i wcisnął go. Przez chwilę nic się nie działo, nagle jednak jedna po drugiej literki się zaświeciły. Zrobił kilka kroków w tył i spojrzał na napis, który teraz mienił mu się przed oczami bielą i miętą.

„Wróciłem” – pomyślał i szybkim ruchem otarł zbierającą się w kąciku jego oka łzę…