Strachy cz. 2 – Weryfikacja

Minęły dwa miesiące nowego roku szkolnego, a co za tym idzie nowego etapu w naszym życiu. Chyba czas na weryfikację czy rzeczywiście było się czego obawiać i czy wszystko potoczyło się zgodnie z naszymi przewidywaniami (tu o nich poczytacie – link). Zapraszam!

Zacznijmy od Antośki – o nią obawialiśmy się bardziej, szczerze mówiąc, gdyż jej przywiązanie do Ani jest bardzo silne i mieliśmy z tyłu głowy to, że tak długa rozłąka może powodować u niej ogromną tęsknotę, płacz, nerwy. Okazało się zgoła inaczej – Tolka czuje się w żłobku rewelacyjnie, „szefuje bandzie”, nie daje sobie w kaszę dmuchać i rozstawia dzieciaki po kątach. Z jednej strony to dobrze, bo pokazuje to siłę jej charakteru i nieźle rokuje na radzenie sobie w dorosłym życiu. Z drugiej, nie do końca, bo często pokazuje ząbki i to wcale nie jest metafora 😉 Ale, jak to mówią, w żłobku od samego początku trzeba walczyć o swoje. Tośka pierwszy raz jest w tak dużej grupie i próbuje zbudować sobie tam pozycję. Wygląda na to, że dużo dała jej przedłużona adaptacja, ponieważ posłaliśmy ją do żłobka wcześniej, na dwa ostatnie tygodnie sierpnia. Jest to żłobek prywatny z miejscami państwowymi (i na państwowym miejscu jesteśmy), więc skorzystaliśmy z możliwości, którą oferuje część prywatna i był to strzał w dziesiątkę. Zanim we wrześniu pojawiły się zupełnie nowe maluchy, Antośka zdążyła już okrzepnąć, poznać miejsce i ludzi. Dzięki temu umiała się odnaleźć po przyjściu „świeżaczków” i nadspodziewanie dobrze zniosła ich, z tego co słyszeliśmy, ciężką aklimatyzację.

A co z Jaśkiem? Tu też wszystko potoczyło się zgoła inaczej niż spodziewaliśmy się, że będzie. Powiem więcej – niż byliśmy pewni, że będzie. Jasiek to mega inteligenta bestia, sprawnie radząca sobie ze wszystkim i wydawało nam się, że w szkole nie będzie miał żadnego problemu. Okazało się jednak, że zderzenie z nową rzeczywistością było dla niego bardzo trudne. Zadziało się coś czego się nie spodziewaliśmy – Jasiek przez całe wakacje przebierał z niecierpliwości nóżkami nie mogąc się doczekać szkoły, żeby po pierwszych dwóch miesiącach stwierdzić, że on tę szkołę to tak średnio… Dlaczego? Chyba nie spodziewał się tego, co w szkole go czeka. Przeskok z przedszkola okazał się trudny- nie pod względem nauki, bo z tym nie ma najmniejszego problemu, tylko pod względem zupełnie innego „systemu”. Nie do końca wiem, z której strony podejść do tego problemu, jak Jaśkowi pomóc. Chciałbym, żeby szkoła była dla niego fajnym czasem, który będzie wspominał z przyjemnością, a póki co, niestety, rano trzeba go wyciągać z łóżka dźwigiem, bo wie, że to jest wstawanie do szkoły. Może to przejdzie z czasem, może wyklaruje się samo, ale zostawianie całej sytuacji „czasowi” lub osobom trzecim nie jest rozwiązaniem. Bardzo musimy uważać co i jak do niego mówimy o szkole i spokojnie starać się go wprowadzić w ten szkolny świat. Szczerze – nie jest to łatwe zadanie, bo Jasiek dość mocno okopał się na pozycji „szkoła jest be!” i nawet te fajne szkolne momenty nie są na tyle silne, żeby go z tego okopu wyciągnąć. Martwi nas to, co tu dużo mówić… Liczę, że znajdziemy jakiś sposób na przekonanie go do szkoły jako miejsca, do którego warto chodzić i fajnie jest chodzić. Czy to się uda? Mam nadzieję, że tak…

Także widzicie – były strachy, były obawy, ale okazało się, że zupełnie odwrotne do tego, co przyniosła rzeczywistość. Baliśmy się o Antośkę, a byliśmy w miarę spokojni o Jaśka, natomiast Tolka radzi sobie świetnie, a Jasiek troszkę gorzej. Mimo dobrej znajomości własnych dzieci wychodzi na to, że nie zawsze wszystko da się przewidzieć i każdego dnia trzeba się mierzyć z życiem i jego wyzwaniami. Oby z sukcesem!