Strachy

Koniec wakacji, człowiek powinien korzystać z ostatnich chwil lata i pięknej pogody, ale niestety od dłuższego czasu myśli uciekają gdzie indziej. Czekają nas zmiany, a co za tym idzie pojawiają się duże obawy o to „jak będzie”. Niby nic wielkiego: żłobek i szkoła, ale gdy kumulują się w tym samym momencie, robi się „ciekawie”…

2 września – tego dnia nasze dzieciaki rozejdą się w trzy różne miejsca, a my musimy to wszystko poukładać. Emka, wiadomo, kontynuuje przedszkole, ale Antośka i Jasiek ruszają na nieznane wody. Tolka i żłobek, Jasiek i szkoła, a w naszych głowach szereg pytań, bo przecież Młoda jest prawie nieodklejalna od Ani, a Jasiek, mimo całej swojej nieprzeciętnej inteligencji, zderzy się z zupełnie nową rzeczywistością. Czy dadzą radę? Czy my damy radę?

Antośka od kilku dni przechodzi już adaptację w żłobku i jej zachowanie może napawać optymizmem. Ale to były tylko krótkie chwile, kilkugodzinne pobyty jeszcze przed nią i mając na uwadze jej ogromne przywiązanie do Ani, nie możemy raczej myśleć o tym ze spokojem. Każde rozstanie malucha z rodzicem jest ciężkie, w naszym przypadku ta „ciężkość” podniesiona będzie do potęgi x. Szczerze też powiem, że i Ani łatwo nie będzie…

Jasiek pali się już do pójścia do szkoły. Nie może się doczekać pierwszego dnia do tego stopnia, że zmartwił się, gdy powiedzieliśmy mu, że w poniedziałek nie będzie jeszcze lekcji. Fajnie! Jego głód wiedzy jest nienasycony i nawet nie staramy się go wyhamowywać. Ale z drugiej strony jeszcze nie wie, co tak naprawdę go czeka. Czy szkoła nie zawiedzie jego oczekiwań? Czy da się poznać jako zdolny i uważny uczeń, czy może większą uwagę przywiązywać będzie do „towarzystwa”? To przecież jest jego pierwszy krok w dorosłość. Choć może dziwnie to brzmi, gdy mówimy o 7-latku, ale tak właśnie uważam – wchodzi do budynku, grupy i systemu, które opuści jako nastolatek. I z jednej strony trzeba dać mu możliwość samodzielnego eksplorowania otaczającego go świata, z drugiej jednak trzymać rękę na pulsie, żeby, gdy zajdzie taka potrzeba, wskazać mu właściwą ścieżkę. To moja największa obawa – nie przegapić momentu, gdy ta nasza ingerencja będzie konieczna. Oby nigdy nie nadszedł…

Na koniec zostawiam rzecz bardzo przyziemną, ale w pewnym sensie kluczową dla naszego funkcjonowania w nowej rzeczywistości – logistykę. Trójka dzieci, trzy różne miejsca, różne godziny… Nie będzie łatwo to wszystko zgrać, choć nie ukrywam, że dopisało nam szczęście przy żłobkowej rekrutacji i nie będziemy musieli wozić Tośki na drugi koniec miasta. Nie zmienia to faktu, że będziemy potrzebować kilku chwil, żeby się dotrzeć, dopracować poranne procedury, zgrać powroty z pracy. Wierzę, że uda się to całkiem sprawnie.

Jak widzicie jest sporo obaw, stresu, tytułowych „strachów”. Ale, mimo wszystko, kiełkuje we mnie też i pozytywne uczucie ekscytacji, bo wchodzimy w nowy etap naszego rodzinnego życia. To będzie dobra okazja do wzmocnienia naszych relacji i zbudowania kolejnego stopnia schodów prowadzących nas ku wspólnej, ciekawej przyszłości.