Jemy i pijemy wraz z Hello Little – test zestawu od Canpol Babies

Dziś zaczniemy od wielkiego banału – ale ten czas leci! Dopiero co wychodziliśmy z kilkudniową Antośką ze szpitala, a niebawem będziemy już świętować pierwsze urodziny 🙂 Młoda rośnie jak na drożdżach i od jakiegoś czasu część posiłków zjada już samodzielnie. No dobra, sporo ląduje na podłodze, ale idzie jej coraz sprawniej 🙂 Idealnie więc wstrzeliliśmy się na Blogosferowe testy zestawu Hello Little od Canpol Babies, w którego skład wchodzą – śliniak, kubek z rurką, miseczka i bidon-niekapek, wszystkie z motywem misia pandy. Testy były intensywne, a wyniki… cóż, niejednoznaczne.

Znacie już kolejność w jakiej opisujemy nasze Canpolowe testy, więc nie będę wyłamywał się ze sprawdzonego schematu – zacznę od opakowań. Nie mamy tu do czynienia z pudełkami, jedynie z tekturowymi „nakładkami”, które zawierają wszelkie informacje o produkcie (w kilku językach), a śliniak dodatkowo zapakowany jest w foliową torebkę. Wyjątkiem jest miseczka, która nie posiada żadnego opakowania, jedynie przyklejoną do jej boku książeczkę informacyjną. Pisząc o opakowaniach muszę, bijąc się piersi, zaagitować – czytajcie i oglądajcie je dokładnie! Uwierzcie mi, że to się przydaje, szczególnie przy śliniakach 😉 Ale o tym za chwilę…

Plastikowy śliniak wykonany jest bardzo dobrze, rzep trzyma mocno, a kieszonka jest bardzo wygodna w użyciu. Sposób jej używania nie był jednak dla mnie od początku oczywisty, gdyż ku mojemu zdziwieniu umieszczona jest ona po wewnętrznej stronie śliniaka. „Hmmm, dwustronny?” – pomyślałem. A wystarczyło dobrze obejrzeć opakowanie, gdzie prosta grafika pokazuje, że kieszonkę wystarczy wywinąć. Zrobiłem tak i od razu doceniłem takie rozwiązanie „konstrukcyjne”, gdyż wywinięta kieszonka nie przykleja się do śliniaka i rzeczywiście może wyłapać spadające drobiazgi. Śliniak na duży plus 🙂

Kubek budził naszą ekscytację i nadzieję, ponieważ bardzo chcieliśmy zrezygnować z podawania wody w butelce ze smoczkiem. Zastanawialiśmy się jak szybko Antolka przestawi się na nowy „system” – rurkę. Okazało się, że poszło w miarę sprawnie i po kilku chwilach Tośka delektowała się świeżą wodą. I nie będę ukrywał – spodobało jej się to bardzo 🙂 Przejdźmy do opisu kubeczka – jego pojemność to 400ml, zrobiony jest z przyjemnego w dotyku plastiku i ma profilowane rączki po obu bokach. Rurka do picia chowa się pod ruchomym „daszkiem”, który otwiera się i zamyka na tyle ciężko, że pokrywka nie jest luźna, ale i na tyle lekko, że Antośka bez problemu sama potrafi ją sobie otworzyć i uwolnić rurkę. Rozkłada i składa się go bardzo sprawnie, niestety nie można go myć w zmywarce. Mikrofala natomiast nie jest mu straszna. Pisałem, że plastik jest miły w dotyku, niestety przez to jest też podatny na zarysowania. Tolka nie szoruje nim po podłodze czy chodniku, natomiast kilka razy upuściła go na podłogę i zarysowania są dosyć widoczne i wyczuwalne pod palcem. Nie ma natomiast żadnych pęknięć, co ważne przy małych rozrabiakach – wiadomo, że upadków taki kubek zaliczy wiele 🙂

Skoro był kubek, to teraz kilka słów o bidonie. Jego pojemność to 350ml, ma wypustkę do wpięcia bidonu za pasek i pokrywkę na zatrzask. Wyposażony jest w rurkę „niekapkową” – jej wylot zablokowany jest rozciętym na krzyż silikonem, dzięki czemu po przewróceniu nie wylewa się zawartość bidonu. Ta blokada nie powoduje jednak najmniejszych trudności w piciu, Antośka korzysta wymiennie z kubka oraz bidonu i się nie skarży 😉 Podobnie do kubeczka, bidon bardzo łatwo rozkłada się na części i jest prosty w myciu. Dla leniwych – można go wrzucić do zmywarki 😉 Mikrofala również jest w jego przypadku możliwa. Jeśli chodzi o trwałość – bidon również spadł już kilka razy z krzesełka do karmienia i odnoszę wrażenie, że nie rysuje się tak mocno, jak kubek. Wydaje się, że rodzaj plastiku jest więc inny (stąd też może możliwość mycia w zmywarce). Fajną sprawą dla ząbkujących maluchów jest miękka rurka – Antośka korzystała z niej do masowania dziąseł przy wychodzących jedynkach 😉

I na koniec miseczka… Ten wielokropek to zabieg celowy, gdyż nie za wiele mogę powiedzieć na temat jej walorów użytkowych. Dlaczego? O tym za chwilę. Miseczka zrobiona jest z dość twardego plastiku, na spodzie posiada gumowy pasek, dzięki czemu nie przesuwa się łatwo po powierzchni. Można ją myć w zmywarce, lecz niestety nie nadaje się do podgrzewania w kuchence mikrofalowej. Na rancie ma wypustki w kształcie uszu pandy, które ułatwiają chwytanie miseczki. Niestety, te same uszy w naszym przypadku spowodowały, że z miski skorzystaliśmy tylko raz. Antośka złapała ją, wystawiła rączkę poza obrys krzesełka i puściła. Lot z wysokości ok. 80cm okazał się dla miseczki zabójczy – spadła na wspomniane uszy i… pękła. Wydaje się, że siła upadku skoncentrowała się na połączeniu uszu z rantem miseczki i nie rozłożyła się równomiernie. Szkoda…

Podsumowując – zestaw produktów z serii Hello Little wygląda bardzo ładnie, jest funkcjonalny i łatwy w użyciu dla maluchów. Nie jest niestety idealny – z rysującym się kubeczkiem jestem w stanie żyć, gdyż nie jest to eksponat na wystawę. Natomiast pękająca miseczka… No cóż, to nie powinno się zdarzać, tym bardziej, że nie było to nadepnięcie czy rzucenie na siłę, a jedynie upuszczenie ze standardowej dla krzesełek wysokości. Polecamy zatem śliniak, kubeczek i bidon, miseczkę zaś kupujecie na własne ryzyko 😉

PS. Blogosfera Canpol Babies cały czas szuka testerów – wchodźcie na https://canpolbabies.com/pl/blogosfera. Ja tradycyjnie już zarejestrowałem się do kolejnej edycji 🙂