Żywot ojca nieogarniętego

Uwaga! To nie będzie tekst o tym, jak wspaniałe jest tacierzyństwo (choć jest!), jak to fajnie jest spędzać czas z dzieciakami (choć jest!), jak idealnie zgodna jest nasza rodzina (choć jest… zazwyczaj). Zupełnie nie o tym. Jeśli więc szukasz takiego wpisu, nie czytaj dalej, bo tam czekają tylko krew, pot i łzy… Kontynuujesz na własną odpowiedzialność.

Ile wynosi zalecana średnia długość snu dla dorosłego człowieka? Coś pewnie ok. 7-8 godzin byłoby ideałem. Hmmm… Jakże daleko mi do ideału. Ogólnie, poza dniami wolnymi, nigdy nie spałem dłużej niż 6 godzin i to w zupełności mi wystarczało. Jeśli jednak podzielisz to na pół, a czasem i na mniejsze części, i właśnie ta mała cząstka to twoja dobowa średnia snu w kilkutygodniowym okresie – no nie wygląda to za różowo. Zwoje w mózgu trochę się prostują… Ciężko się skupić, ciężko zapamiętać, cholera, czasem ciężko utrzymać otwarte oczy. Ale ciśniesz ile się da, bo przecież musisz. Nie masz wyjścia, bo samo się nie zrobi. Nie narzekam, stwierdzam fakt.

Wiecie jakie mam pasje? Jak lubię spędzać wolny czas? Pewnie nie wiecie, a ja… już nie pamiętam. Poważnie – ostatni czas w moim życiu jest najbardziej antyosobisty jak to tylko możliwe. Wszystko co robię powiązane jest z domem, rodziną, dzieciakami, pracą. Oczywiście, w pewien sposób robię to też dla siebie, ale wiecie o co mi chodzi – zrobić coś tak naprawdę totalnie bezproduktywnego, dla własnej dzikiej przyjemności. Jakiś czas temu kupiłem długo wyczekiwane przeze mnie Red Dead Redemption 2 (dla niezorientowanych – gra na PS4, Dziki Zachód, kowboje itp., jej pierwsza część to chyba mój ulubiony tytuł wszechczasów). Drżącymi rękami włożyłem płytę do konsoli od razu po przyjściu z pracy, żeby się gra zainstalowała i zaktualizowała. Położymy dzieciaki spać i pogram wieczorem – pomyślałem. Pograłem wieczorem, tyle że dwa tygodnie później przez 30 minut. I nie chodzi nawet o to, że nie miałem czasu, bo kilka chwil tu i tam dałoby się wykroić. Nie miałem ochoty, spanie wydawało się lepszym pomysłem. Nie narzekam, stwierdzam fakt.

Trójka dzieci – świetnie jest obserwować ich wzajemne relacje. Wspaniale się ze sobą bawią, pomagają sobie nawzajem, żyć bez siebie nie mogą. Niestety nie zawsze… Ja pierwsza! Nie, bo ja pierwszy! On mnie popchnął! Ona mnie uszczypnęła! Niby normalna rzecz, przecież tak jest z każdym rodzeństwem – kochają się i nienawidzą jednocześnie. Ale jeśli twój poranek (po średnio przespanej nocy) zaczyna się od podobnego koncertu, to dzień zapowiada się mało ciekawie. Tracisz czas, spokój ducha i nawet kawa nie pomaga. Wchłaniasz więc tę napiętą atmosferę, łagodzisz konflikty, ale musisz mieć gdzieś ujście, bo ciśnienie zjada Cię od środka. A z tym ujściem różnie bywa… Nie narzekam, znowu tylko stwierdzam fakt.

A wiecie co denerwuje mnie w tym wszystkim najbardziej? Ja sam! Nie mogę się nadziwić, jak bardzo się zdezorganizowałem, jak bardzo muszę się starać, żeby funkcjonować na takim poziomie emocjonalno-umysłowym, do którego przyzwyczaiłem siebie i swoich bliskich. Czasem najnormalniej w świecie mi się nie chce, dopada mnie otępienie, przestaję rejestrować. Widzę to, czuję, że jest źle, ale nic z tym nie robię. Masakra… Nieogarnięcie totalne… Pewnie wielu z was było kiedyś w takiej sytuacji, ja też już nie raz tak się czułem. Nigdy jednak nie tąpnęło mną tak mocno. Może to, że właśnie o tym piszę jest oznaką powolnej zmiany na lepsze? Nie wiem, chciałbym bardzo. Jeśli w ciągu kilku dni pojawi się na blogu nowy wpis, to znaczy, że się udało, że ogarnąłem się na tyle, by złapać jakiś rytm. Także, mam nadzieję do zobaczenia (przeczytania) niebawem – trzymajcie kciuki 🙂

PS. Jak zwykle zapraszam was na stronę Blogosfery Canpol (https://canpolbabies.com/pl/blogosfera) – testerzy fajnych produktów mile widziani! Ja udzielam się regularnie 🙂