Co to był za tydzień!

Ten tekst, w swojej pierwotnej wersji, powinien do Was trafić w zeszłą niedzielę, no – może w poniedziałek. Przecież w sobotę urodziła się nam Antosia! Życie jednak, jak to ma w zwyczaju, znowu zakręciło kołem fortuny i wylosowało troszkę inny scenariusz. Ale po kolei…

W czwartek, 7 czerwca, pojechaliśmy na kontrolne KTG do szpitala. Dwa dni po planowanym terminie porodu, więc takie badanie to sprawa oczywista. Mieliśmy już plany na wieczór, a tu mała niespodziewanka – pani doktor zarządziła, że Ania ma być przyjęta do szpitala w trybie pilnym i następnego dnia rano miał być wywoływany poród. Wytłumaczyła, że to w związku z cukrzycą ciążową, z którą Ania się borykała. Cóż więc było robić – poleciałem po szpitalne torby, które od dłuższego czasu woziliśmy już w samochodzie i poszliśmy na oddział. Na szybko trzeba było ogarnąć piątkowy odbiór Jaśka i Emilki z przedszkola, ale udało się bezproblemowo (dzięki Mamo!). Tyle, że w piątek rano okazało się, że… poród będą wywoływać w sobotę – Ania, mimo trybu pilnego (!), wypadła z „kolejki”…

Sobota była już jednak nasza – o 13:55 w naszym życiu pojawiła się Antosia… Co Wam będę mówił, łzy leciały mi ciurkiem, ręce trzęsły się przy przecinaniu pępowiny… Takie chwile zapisują się w pamięci na zawsze! Zrobiłem też najpiękniejsze w swoim życiu zdjęcie, ale… nie mogę Wam go pokazać 😉 Ania, mówiąc kolokwialnie, wykonała kawał dobrej roboty, a uśmiech na jej twarzy w momencie, gdy dostała do utulenia Antosię, jasno pokazywał, że wszelkie trudy porodu nie znaczą zupełnie nic, gdy chwilę potem ma się taki skarb w swoich ramionach… Z kronikarskiego obowiązku dodam tylko, że Tośka dostała 10 punktów, mierzyła 54cm i ważyła 3230g. No i oficjalnie zostałem TRZYRAZYTATĄ… 😉

20180609_192612-01
Pierwsze spotkanie z Antosią…

W poniedziałek całą piątką byliśmy już w domu. Emka z Jaśkiem nie mogli się już doczekać, żeby pokazać siostrze nasze mieszkanko, podzielić się z nią swoimi zabawkami. To niesamowite, jak wielką miłością od pierwszego momentu mogą obdarzyć dzieci. Ich oczy, patrzące na Antosię, wyglądały dokładnie jak ta emotka – 😍 I gdy wydawało się, że nasze życie powoli będzie się uspokajać, że będziemy docierać się i na spokojnie uczyć się nowej rzeczywistości, w środę dostałem telefon z Centrum Zdrowia Dziecka – operacja Emki została przesunięta na następny dzień…

Jakiś czas temu zdiagnozowano u Emilki przepuklinę pachwinową. Droga do tej diagnozy była wyboista, ale to nie czas i miejsce na gorzkie żale. Najważniejsze, że ostatecznie udało się wyjaśnić co jej dolega. Termin operacji w CZD ustalono dosyć odległy, ale od razu zaznaczono, że na pewno zobaczymy się wcześniej – rotacja terminów u dzieci jest ogromna, bo koniecznym jest minimum 2 tygodnie bez nawet najmniejszego kataru. I tak się stało… Zamiast więc powoli stygnąć stresowo, Centrum dorzuciło nam nerwy niewiele mniejsze od tych sprzed kilku dni…

Pojechaliśmy do CZD zgodnie z instrukcjami w czwartek rano. Emka zupełnie na czczo, nawet bez łyka wody, bo operacja pod pełną narkozą. Ja cały się trząsłem, a ta mała małpeczka jak gdyby nigdy nic – na twarzy pełen uśmiech… Dobrze wiedziała, co się będzie działo, ale zupełnie nic sobie z tego nie robiła. Odniosłem wrażenie, jakby to ona podtrzymywała mnie na duchu, a przecież powinno być zupełnie odwrotnie… Przyjął nas zespół, który miał operować Emkę i od razu starał się rozładować atmosferę – z niezłym skutkiem 🙂 Wiecie, że gaz do usypiania ma kilka zapachów? Emilka wybrała sobie truskawkowy, a mogła jeszcze malinowy, czekoladowy i… zapach ze stacji benzynowej 😉 Po krótkim opisie całej procedury zabrali Emkę ze sobą, a mi pozostało czekanie…

20180614_202042-01.jpeg
Emilka bardzo dzielnie znosiła szpitalny klimat

Na szczęście moje nerwy okazały się zupełnie niepotrzebne. Operacja udała się znakomicie, Emilka wybudziła się sprawnie, ale niestety nie najlepiej radziła sobie ze skutkami narkozy. Musieliśmy zostać więc na noc w szpitalu na obserwację. Skutki narkozy „wywietrzały” już wieczorem, więc nic nie stało na przeszkodzie, żebyśmy w piątek około południa wrócili do domu. Uff!

Jeśli myślicie, że to koniec – mylicie się 😉 W ten sam piątek udało się zarejestrować Antosię. Ależ mnie korciło, żeby jednak podać imię Jadwiga… 😉 Miło zaskoczony byłem prezentem od miasta – Tośka dostała body ze stylizowanym napisem „Jestem z Ciebie dumna!” 🙂
A po południu zakończenie roku w przedszkolu miał Jasiek. Jak zwykle miał kilka wierszyków do wyrecytowania – z jego niesamowitą pamięcią i chęcią do recytacji może być z niego w przyszłości całkiem niezły aktor 🙂

I teraz powiedzcie mi, że to był taki zwykły szary tydzień… Wszystko to już jednak za nami i możemy nareszcie rozkoszować się pięcioosobowym rodzinnym szczęściem!

20180617_182124-01.jpeg
Cała nasza piątka na jednym zdjęciu…

PS. Przede mną jeszcze dwa ciekawe projekty, które nie do końca pozwalają mi ochłonąć. Trzymajcie kciuki, żeby wszystko poszło po naszej myśli!