Uprzywilejowane (?)

Nie rozpieszczam Was ostatnio częstymi aktualizacjami bloga. Przepraszam – coraz więcej na głowie przed porodem i pojawieniem się Antośki. Milion spraw do załatwienia, a doba ma tylko 24h… Ale dziś trochę się zirytowałem i stwierdziłem, że muszę o tym napisać, choćby nie wiem co. I mimo że jest 1:00 w nocy – zabieram się do pisania…

Stoję sobie w kolejce do kasy w supermarkecie i widzę kobietę z niemowlakiem w wózku, ustawiającą się na końcu całkiem długiego ogonka. Niewiele myśląc zawołałem ją i przepuściłem przed siebie – w koszyku miała kilka drobiazgów, a i tak, uwierzcie mi, 80% ludzi w kolejce najchętniej rozszarpałoby mnie na strzępy… Skąd ta znieczulica?

Po tej akcji zacząłem sobie przypominać wszystkie nasze historie z przeszłości – jak to było z Jaśkiem i Emilką, jak jest teraz z Antośką. I, cholera, ten nieżyczliwy proceder ciągle trwa… Nieraz słyszy się „niewiarygodne” historie, jak to (zwykle troszkę starsi) ludzie, piętnują w komunikacji miejskiej dziewczyny w ciąży mówiąc, że „trzeba było nie rozkładać nóg, to by nie było jej teraz ciężko z brzuchem”. My takich słów osobiście nie doświadczyliśmy, ale odsetek ludzi 45+ ustępujących Ani miejsca był zawsze znikomy. Z drugiej strony nie lepiej jest z młodszymi… Całkiem niedawno Ania jechała pociągiem w wielkim tłoku i żadna z 4 młodych dam nie raczyła się podnieść, wlepiając wzrok w smartfona i udając, że nie widzi (ani nie czuje, bo wciskający się na stacjach ludzie kilkukrotnie popchnęli Anię na jedną z nich). I nie chodzi o to, że kobiecie w ciąży się należy (choć się należy!), ale zwykła ludzka przyzwoitość nakazuje trochę inne zachowanie, niż to, które tak nagminnie prezentuje ogół społeczeństwa.

Sklepy to też jest dramat. Wiem, że żyjemy w czasach wielkiego pośpiechu (choć nie rozumiem tego i staram się takiego podejścia unikać), ale czy naprawdę te 3 minuty dłużej w kolejce po przepuszczeniu kobiety w ciąży zrobi aż tak wielką różnicę? Parę tygodni temu gościu z flaszkami pod pachami wręcz biegł do kasy, żeby tylko być tam przed Anią z dwójką dzieciaków w sklepowym wózku…

20180529_220928-01.jpeg
Kasy pierwszeństwa to tylko iluzja…

Kasy pierwszeństwa to też tylko iluzja – najczęściej właśnie tam pchają się ludzie z największymi zakupami… Kiedyś chcieliśmy z takiej skorzystać – grzecznie przeprosiliśmy osoby stojące w kolejce i zapytaliśmy czy możemy wypakować nasze zakupy na taśmę. Nagle zaczęły się na nas wydzierać dwie kobiety (na oko 30-latka i jej matka) z dwoma wypełnionymi po brzegi wózkami, że „jak śmiemy, one tu stoją, czekają, a my się wpychamy!”. Uprzejmie zwróciliśmy uwagę, że to kasa pierwszeństwa dla kobiet w ciąży (Ania była już mocno zaawansowana z Jaśkiem), co jednak ich wcale nie uspokoiło. Wręcz przeciwnie, starsza z nich zaczęła krzyczeć głośniej, że ona też była kiedyś w ciąży, że też ma dzieci, i że ona nigdy nie wpychała się ludziom w kolejki… I jak tu z takimi dyskutować? A wiecie co było w tym najgorsze – ZUPEŁNY brak reakcji pani kasjerki… Żyjemy w cywilizowanym kraju, tak?

Na szczęście są i pozytywne zdarzenia. Kiedyś w jednym z marketów podszedł do mnie kierownik sklepu (a byłem z Jaśkiem w wózku i Emilką w nosidle na brzuchu) i otworzył specjalnie dla nas osobną kasę. Innym razem, w sklepie odzieżowym, Anię przepuszczali wszyscy stojący w kolejce, wręcz namawiając ją do przesuwania się do przodu. I ostatnio w Teatrze Roma – przed wejściem na salę Ania została ostrzeżona, w którym momencie będą głośne wybuchy na scenie, a w przerwie spektaklu obsługa wyciągnęła nas ze środka tłumu z pytaniem czy nie chcielibyśmy skorzystać z toalety bez kolejki. To niby tylko drobiazgi, ale takie sytuacje pozwalają mi wierzyć, że u wielu tli się jeszcze kaganek życzliwości. Tylko co zrobić, żeby od tego drobnego płomyka zapaliło się więcej ogników dobrego serca?

A jak Wasze doświadczenia? Spotkaliście się z pozytywnymi / negatywnymi reakcjami na kobiety w ciąży czy rodziców z dziećmi? Dajcie znać 🙂