Schematy

Troszkę kazałem Wam poczekać, ale życie wzięło mnie w obroty i zjadło cały wolny czas. Jednak, jak to mówią, nie ma tego złego, bo dzięki temu zrodził się pomysł na dzisiejszy wpis. A dziś będzie o cichym zabójcy rodzinnej atmosfery – schemacie.

Na pewno znacie taki rozkład – pobudka, przedszkole, praca, chwila z dzieciakami, usypianie, wszelkie prace domowe, spanie, pobudka, przedszkole… I tak w nieskończoność. Dzień po dniu. Tydzień po tygodniu. Weekendy też wyglądają podobnie do siebie – albo totalny odpoczynek po ciężkim tygodniu, albo ogromne zakupy, bo przecież w ciągu tygodnia nie ma na to czasu. Wpadamy w pętlę, z której niesamowicie ciężko się wyrwać. Ominiesz jeden element schematu, sypie się cała reszta – nie wyprasujesz jednego wieczora, następnego masz już dwa razy tyle. Jak się weźmiesz za to podwójne prasowanie, to wypadnie ci inny punkt programu. Zaczynasz się stresować, irytować, a to odbija się na całym domu i jego mieszkańcach.

Zaczęło mnie zastanawiać jak łatwo dajemy się zamknąć w tym schemacie. Jak szybko zaczynamy podążać zgodnie z wytyczoną przezeń ścieżką. Wmawiamy sobie, że przecież musimy to robić, bo obowiązków nikt za nas nie „odbębni”. I często kończy się to zasypianiem grubo po północy, bo dopiero wtedy odhaczymy wszystkie punkty naszej listy zadań na dany dzień. Niewyspanie, stres z pracy przyniesiony do domu, kolejne rzeczy, które (wydaje nam się, że) musimy zrobić – oto przepis na bombę z bardzo krótkim lontem, skutki wybuchu której „sprzątamy” potem tygodniami. Najgorsze jest to, że nie dopuszczamy do siebie myśli, że można inaczej. Czy rzeczywiście można?

 

20180501_153717-01
Dzieciaki świetnie radzą sobie bez schematów – freestyle, choćby przy budowaniu z klocków, sprawdza się najlepiej 🙂

Nie będę ukrywał, też często daję się ponieść schematowi. Łapię się na tym, że tkwię w środku po uszy, że jadę głęboką koleiną i nawet nie próbuję z niej wyskoczyć. Na szczęście, coraz częściej zaczynam to zauważać. I wiecie co? Zrobienie – świadomie! – czegoś wbrew schematowi jest jednym z najpiękniejszych odczuć. Rebelia! Wolność! Szczęście!

Dzieciaki dłużej pobawią się z nami i pójdą późno spać? Co z tego?! Wstaną trochę później, może nie zdążę na 9 do pracy, ale ile radochy dostaniemy wszyscy z tak niespodziewanego zakończenia wieczoru! Nie rozstawię deski do prasowania i w zamian poprzytulam się z Anią na kanapie oglądając serial? Co z tego?! Pewnie, następnego dnia będzie więcej do zrobienia, ale te kilka wyrwanych schematowi chwil bliskości da mi wielce potrzebnego energetycznego kopa na długi czas!

Uwierzcie mi, czasem warto wyjść poza przyjęte ramy i plany. Nie chodzi o to, żeby rzucić wszystko w kąt – rzeczywiście, samo się nie zrobi. Ale nie warto szarpać się za wszelką cenę. Niekiedy lepiej zwolnić, zmienić przyzwyczajenia, zrobić coś spontanicznego (tak – nawet takie małe odstępstwa od przyjętego schematu to MEGA spontan!). Dystans który wtedy uzyskacie, dodatkowa chwila dla dzieciaków czy partnera – to są rzeczy bezcenne! A do schematu jeszcze zdążycie wrócić…