Podwójnie dumny

Chciałem podzielić się z Wami krótką historią, która sprawiła, że jako ojciec poczułem ogromną dumę z mojego dziecka. Dumę nawet podwójną – z nowo zdobytej przez Jaśka umiejętności, ale co ważniejsze z ujawnionej cechy charakteru…

W sobotę odkręciliśmy dzieciakom boczne kółeczka od rowerów. Piękna pogoda, grzejące przyjemnie słońce – idealne warunki na naukę „dorosłej” jazdy. Pierwsze nieśmiałe próby zakończone szybkimi podpórkami wcale nie zniechęciły moich rowerzystów. Jasiek zaliczył wprawdzie kilka wywrotek, ale po kilkunastu minutach wpadł na skuteczny sposób radzenia sobie z tym wyzwaniem – zaczął jak mantrę śpiewać pod nosem: „Po prostu sobie jadę, po prostu sobie jadę…” Śpiewał, śpiewał i… po prostu sobie pojechał 😉 Radość jego była nie do opisania – śmiał się tak głośno, że musiała go słyszeć cała dzielnica. A ja, dumny ojciec, cieszyłem się razem z nim.

20180414_160906(0)-01

Ale to następnego dnia sprawił, że zaniemówiłem, i dał mi powód do o wiele większej dumy… W niedzielę wybraliśmy się z rowerami (dzieciaki na rowerach, my pieszo) na pobliski plac zabaw. Jasiek całą drogę doskonalił dopiero co zdobytą umiejętność, a doskonalić miał co – jazda prosto szła mu całkiem nieźle, ale hamowanie i skręcanie dużo gorzej. Gdy wracaliśmy już do domu, nie udało mu się wyhamować i zatrzymał się na drewnianym płotku sąsiadki, łamiąc kilka desek. Zdarzenie zupełnie niegroźne, Jasiek za to niezmiernie przejął się wyrządzoną szkodą. Gdy opadły pierwsze emocje zapytaliśmy go, co w takiej sytuacji robimy, a on spojrzał na nas trochę przestraszonym wzrokiem i powiedział: „Chyba muszę iść przeprosić”…

Spakowaliśmy mu do torebki coś na przeprosiny i niepewnym krokiem podreptał pod drzwi sąsiadki. Widać było, jak bardzo jest zestresowany… Zadzwonił dzwonkiem, zapukał – bez odpowiedzi. Sąsiadki nie było w domu. Nie poddał się jednak, zależało mu bardzo, mimo całego strachu i wstydu, na doprowadzeniu sprawy do końca. Stwierdził nawet, że jeśli trzeba będzie kupić nowy płotek, to on zapłaci ze swojej skarbonki… Po kilkunastu minutach poszedł po raz kolejny – znowu bez skutku. Niejeden dorosły machnąłby już ręką, a co dopiero dziecko, które napsociło i boi się konsekwencji. A Jasiek poszedł jeszcze raz, zadzwonił do drzwi i tym razem sąsiadka otworzyła. Zadrżał delikatnie, pogłaskałem go po włosach, a on nabrał powietrza i powiedział: „Dzień dobry… Jestem Jaś… sąsiad… Ja się uczę… jeździć na dwóch kółkach na rowerku i… nie wyhamowałem i… połamałem płotek… Przepraszam…” – powiem Wam szczerze, że i ja i sąsiadka mieliśmy łzy w oczach…

Sprawa połamanego płotka oczywiście rozeszła się po kościach. Sąsiadka z uśmiechem na twarzy stwierdziła, że nic się nie stało i zaprosiła Jaśka i nas na ciastko. Ale lekcja, jaką miał przy tej sytuacji zaprocentuje w przyszłości. Będzie wiedział, że każde zachowanie, każde zdarzenie ma swoje konsekwencje, czasem dobre, innym razem złe. I czy chcemy czy nie, musimy się z nimi zmierzyć. Jasiek zrobił to wzorowo – ten mały człowieczek pokazał naprawdę niesamowitą siłę charakteru, której sam mógłbym się od niego uczyć…