Zanim zostanę TRZYRAZYTATĄ…

Dziś będzie trochę poważniej, niż zwykle. Jest późna noc, wszyscy śpią dookoła, a mi zbiera się na przemyślenia. Nie jest to dla mnie nic nowego, bo jestem typowym „nocnym markiem” i często zaczynam snuć dalekosiężne plany grubo po północy. Ale teraz nie plany mi w głowie, a domysły. Jak to będzie jak już zostanę TRZYRAZYTATĄ?

Zawsze chciałem mieć dużą rodzinę, trójkę dzieci przyjmowałem za pewnik. Hmmm… To o co chodzi? – zapytacie. Sam nie wiem – dopadł mnie teraz taki dziwny stan, którego nawet nie mogę określić. Znacie to? Czujecie się jakoś nieswojo i zupełnie nie potraficie sprecyzować dlaczego. Właśnie tak czuję się w tej chwili – z jednej strony ekscytacja na myśl, że za dwa miesiące będę tulił Antośkę w swoich ramionach, z drugiej obawa czy sobie poradzimy.

Skąd to się bierze? Przecież mamy już dwójkę dzieci i obronną ręką przebrnęliśmy przez ich najmłodsze lata. Ale dwójka naszych maluchów już wcale takimi maluchami nie jest, w końcu to przedszkolaki z niezłym stażem. Dlatego jest stres czy dłonie odnajdą ten automatyzm, z którym „obsługiwało się” Jaśka i Emkę. Wiem, że może to strach nieco absurdalny, bo zapewne w tym samym momencie, w którym maleńkie paluszki Antośki owiną się wokół mojego kciuka, całe doświadczenie wróci, jednak ciężko się tej obawy pozbyć…

Jak przyjmą młodszą siostrę dzieciaki? – to kolejna z myśli krążących mi po głowie. Wprawdzie jestem więcej niż pewien, że będą najukochańszym rodzeństwem pod słońcem, ale zdaję sobie sprawę, że dla nich będzie to naprawdę duży przeskok. Dobrze wiemy z Anią, że nie wolno ich zaniedbać, odstawić na boczny tor, koncentrując się wyłącznie na Tośce. Ale wiedzieć to jedno, a postępować zgodnie z tą wiedzą jak już przyjdzie co do czego, to kompletnie inna historia. Mam nadzieję, że zachowamy chłodną głowę i pojawienie się najmłodszego członka rodziny będzie dla wszystkich jednakowo cudownym przeżyciem.

Zupełnie inną kwestią jest przygotowanie wszystkiego na przybycie maleństwa. Wprawdzie już zaczęliśmy przestawianie mebli w naszej „rezydencji”, ale czy na dłuższą metę to zagra? Ema i Jasiek świetnie się w nowej aranżacji odnajdują, ale dobrze wiem, że z czasem może zacząć brakować miejsca. Jest to melodia dalekiej przyszłości, ale w głowie siedzi już teraz. I w tej nocnej ciszy, którą mam dookoła, atakuje ze zdwojoną siłą. Świadomie podjęliśmy decyzję o trzecim dziecku, dobrze wiedząc, że będzie ciasno. Z drugiej jednak strony to nie wolna przestrzeń w mieszkaniu determinuje szczęśliwą rodzinę. Może trochę naiwnie to sobie tłumaczę, ale jednocześnie głęboko w to wierzę. Wierzę, że mała przestrzeń wokół nas nie będzie zarzewiem konfliktów, a fundamentem rodzinnej bliskości.

Powiem wam jednak, że mimo powyższych wątpliwości, czekam z niecierpliwością na ten dzień, w którym Ania powie „Łukasz, chyba już czas”. Byłem przy porodzie obydwojga naszych dzieci, przecinałem pępowiny i były to jedne z najpiękniejszych momentów mojego życia. I jakiekolwiek negatywy nie dawałyby mi teraz spać, wiem, że nie wytrzymają zderzenia z tym największym na świecie cudem…

PS. Musimy zmienić samochód na większy. Jakieś rekomendacje? 🙂