Co moje dzieciaki lubią najbardziej…

 

DSC_0143-01

Patrząc na pobojowisko, jakie po zabawie zostawiły dziś dzieciaki, i na „błyskawiczne” tempo sprzątania tego bałaganu przyszedł mi do głowy pomysł na dzisiejszy wpis 🙂 Jasiek i Emilka, co oczywiste, bardzo lubią się bawić i, co jeszcze bardziej oczywiste, średnio lubią sprzątać. I tak zacząłem się zastanawiać, jakie jeszcze są ich ulubione zajęcia… Jest już późny wieczór, więc muszę pisać szybko, bo rano do pracy, ale także, by wraz z wybiciem północy pomysły nie znikły jak karoca Kopciuszka 😉

Nie przedłużając więc, oto (skrócona!) lista tego, co moje dzieciaki lubią najbardziej:

1. (nie)Słuchać się
Czy odnosicie czasem wrażenie, że wasze dzieci nagle straciły słuch? Że mówicie do nich, a one zupełnie nie reagują? Ale tak zupełnie? No właśnie 🙂 To jest chyba „najulubieńsze” z ulubionych zachowań moich dzieciaków… I mam wrażenie, że nie tylko moich. To się chyba nazywa „słuch selektywny”, bo jeśli mówisz im na przykład „posprzątaj” – reakcji zero, a gdy zapytasz sekundę później „chcesz ciasteczko?” – ooo wtedy lecą do ciebie z rekordem na 100m! Ale to chyba normalne, taki urok bycia dzieckiem i troszkę gorszy urok bycia rodzicem – wystarczy sobie powtarzać „Jestem oazą spokoju…” i będzie dobrze! Na mnie działa… Czasem… 😉

2. (nie)Sprzątać
Znacie ten obrazek na pewno – w jednym rogu pokoju samochody, w drugim klocki, w trzecim lalki, a na środku rozrzucone trzy pudełka puzzli. Czwarty róg zarezerwowany jest dla Was – skądś w końcu musicie obserwować ten Armageddon 😉 I gdy już uda się dotrzeć do dzieciaków i usłyszą w końcu „posprzątaj”, to dopiero ćwierć sukcesu. Nie wiem jak Wasze, ale Jasiek i Emilka zawsze mają milion powodów, żeby odwlec sprzątanie do bliżej nieokreślonej przyszłości, albo nie sprzątać wcale, jednocześnie sugerując, że mógłby to za nich zrobić ktoś inny 😉 Możecie prosić, błagać, negocjować… Nic z tego – bolą ręce, zmęczeni są, właśnie muszą zrobić coś o wiele ważniejszego. A gdy już uda się zagonić ich do sprzątania, trwa ono całe wieki. A Wy wychodzicie z siebie… „Jestem oazą spokoju…”

3. Bawić się (nie)swoimi rzeczami
Samochód Waszego kolegi jest nowszy, szminka koleżanki ma ładniejszy kolor – chcielibyście mieć identyczne. Takie same „pragnienia” mają moje dzieciaki – dla Jaśka i Emilki zabawka, którą bawi się akurat druga osoba jest o wiele ciekawsza, lepsza i muszą ją mieć w tej właśnie chwili. Wiadomo jak się to kończy… Kłótnie, płacz, zgrzytanie zębów… A Wam wiadomo co zostaje – oaza spokoju 😉

4. (nie)Zasypiać bez trajkotania
Ciężki, długi dzień ma się już ku końcowi. Po wielkich trudach udaje się Wam zagonić szkraby do łóżek. Myślicie sobie – „zaraz zasną, będzie chwila dla siebie”… Nic bardziej mylnego 🙂 Właśnie wtedy zaczyna się najlepszy czas na wszelkiego rodzaju dyskusje. „Tatooooo…” czy „Mamooooo…” daje się słyszeć co chwila, a powód tych wołań jest nikomu, włącznie z dzieciakami, nieznany 😉 Wtedy właśnie zaczyna się wymyślanie: „no bo chciałem/am ci powiedzieć, że… yyy… eee… no bo… jest za ciemno / lalka jest za mała / kocham cię…” 😉 Macie już pianę na ustach, bo trwa to w nieskończoność i zasypianie w ciszy i spokoju diabli wzięli. Sam nie wiem czy tutaj „oaza spokoju” wystarczy… 😉

5. (nie)Wstawać rano do przedszkola
Hmmm… Ten punkt idealnie łączy się z poprzednim. Skoro dzieciaki nie zasnęły o odpowiedniej godzinie, to i odpowiedniej się nie obudzą. Z rana wytaczam więc dźwig, bo inaczej nie wyciągnę ich z łóżek 😉 „Kawalerze wstajeeeemyyyy, Królewno pobuuudkaaa”… Jaaaasne, mogę sobie gadać. Nie zliczę ile razy ubierałem ich „na śpiocha”, a ostatecznie budzili się dopiero przy myciu zębów. Wszystko oczywiście pod nieustającą presją czasu, bo do pracy zdążyć trzeba. Niedoczas powoduje stres, a na stres – „jestem oazą spokoju…” 🙂

6. (nie)Spać dłużej w weekendy
Jeśli myślicie, że problem z dobudzeniem dzieciaków do przedszkola jest najgorszy, to grubo się mylicie. Oj, grubo… Po intensywnym tygodniu wreszcie przychodzi weekend. Myślicie sobie, że pośpicie co najmniej do 8:00, co przecież w tygodniu jest zupełnie niewykonalne. Niestety, najpóźniej o 6:30 do łóżka wskakują Wam szkraby, w pełni rozbudzone i chętne do harców. Jakim cudem?! Do przedszkola po 7:00 nie mogą wstać, a w sobotę pełnia życia już w „środku nocy”… Odpowiedź jest prostsza niż myślicie – zapytałem u źródła dlaczego wstają tak wcześnie w weekendy i od Jaśka usłyszałem: „Bo chcemy się dłużej bawić” 🙂 Oczywiste, prawda? A Wy już od rana zagotowani szukacie swojej oazy… 😉

Sporo tego, a myślę, że każdy z Was mógłby dopisać jeszcze niejeden punkt do tej listy. Ale wiecie co? Tak sobie myślę, że bardzo nudne byłoby rodzicielstwo bez tych wszystkich „potyczek” z naszymi maluchami. Przez nie przecież kształtujemy ich charakter i przekazujemy im wzorce zachowania. Sami również ewoluujemy w tych sytuacjach, bo nie zawsze pierwotnie reagujemy odpowiednio. Uczymy się razem z nimi i docieramy nawzajem. A największą nagrodą jest obserwowanie ich później, gdy nasze wspólne nauki odnoszą pożądany efekt 🙂

I jeszcze słowem wyjaśnienia – Jasiek i Emilka to najwspanialsze dzieciaki pod Słońcem. Pewnie, że zachowania z tej listy pojawiają się, bo i pojawiać się muszą. Nie słuchają się czasem, kłócą, nie chcą spać czy wstawać. Ale tak naprawdę nie dzieje się to tak często jak nam się wydaje, tylko tych „zwykłych” zachowań się nie zauważa, nie zapamiętuje. Bo są właśnie „zwykłe”… Moje szkraby kochają się najmocniej na świecie, nie zasną bez wzajemnego buziaka na dobranoc, jedno wskoczyłoby za drugie w ogień. Dlatego czasem fajnie zrobić sobie taką listę, jak powyżej, przeczytać ją raz i drugi, i zdać sobie sprawę, że żadna „oaza spokoju” nie jest nam potrzebna – wystarczy popatrzeć na codzienne plusy, a nie uwydatniać pojawiające się czasem minusy.