Dlaczego Jasiek jest Jaśkiem, Emilka – Emą, a Antośka nie będzie Jadzią…

Oczekujecie narodzin dziecka, za wami już pierwsza burza emocji i przychodzi ten właśnie moment, ta myśl – jakie wybrać imię? Nie jest to tak proste, jakby się mogło wydawać. Przeczytajcie jak to było u nas 🙂

Zanim jeszcze poznaliśmy płeć pierwszego dziecka spędzaliśmy długie wieczory przeglądając wszelkie możliwe zestawienia imion. Zastanawialiśmy się na tymi popularnymi, nad bardziej wyszukanymi, wreszcie nad zupełnie nietypowymi. Koniec końców, imienia dla dziewczynki nie byliśmy w stanie wybrać, dla chłopca jednomyślnie stanęło na Jakubie. A ponieważ byliśmy pewni, że będzie chłopiec, było więc jasne, że Kubuś i już! Gdy nadszedł dzień badania USG, podczas którego mieliśmy poznać płeć, do gabinetu wchodziliśmy na „pewniaka”. I rzeczywiście – nasze przypuszczenia okazały się słuszne. Syn! Od razu zrobiliśmy zdjęcie wydruku badania, rozesłaliśmy po rodzinie i znajomych. Wsiedliśmy do samochodu, z uśmiechem spojrzeliśmy sobie w oczy i jednocześnie powiedzieliśmy:
– To co? Jasiek?
Nie wiem skąd nam przyszło to do głowy, bo nigdy nawet nie wymienialiśmy tego imienia. Historia zupełnie jak z filmu, zgłoszenia po zgodę na wykorzystanie jej w scenariuszu przyjmuję na maila… 😉

IMG_6673-01

Przy Emilce było zupełnie inaczej. Jako „doświadczony” ojciec, stwierdziłem, że nie ma się co spieszyć i szukać imienia dla obojga płci. Po co kombinować, skoro i tak masz tylko 50% szans, że dane imię wykorzystasz? Uwierzcie mi, że nie był to łatwy czas, bo Ania suszyła mi głowę dosłownie codziennie.
– I jak? Myślałeś coś?
Ano, nie myślałem…
Gdy dowiedzieliśmy się, że będzie dziewczynka, to po pierwszej chwili euforii (bo taki był plan – najpierw chłopiec, zaraz po nim dziewczynka – wykonanie 100%), nadeszła pustka w głowie… Jakie dać imię? Nie wiedziałem ja (bo się przecież wcześniej nie zastanawiałem), ale co śmieszniejsze – nie wiedziała też Ania, mimo tylu (nad)godzin spędzonych przy tym temacie 😉 Najgorsze było to, że zupełnie nic nam się nie podobało. Aż któregoś dnia Ania wchodzi do domu i już z progu woła:
– A może Emilka?
Zaskoczyło od razu! 🙂
Jak przywieźliśmy ją do domu ze szpitala, Jasiek – starszy brat – był bardzo przejęty swoją rolą i już na wejście chciał częstować Emilkę odjętą od własnych ust gruszką 😉 A że nie potrafił wymówić pełnego imienia, z wyciągniętą w stronę siostry rączką krzyczał: „Emaaa ma!”, czyli w wolnym tłumaczeniu: Emilko proszę poczęstuj się tą oto przepyszną gruszką 😉 Młoda oczywiście owocem pogardziła, ale imię się przyjęło – Emilka w domu jest po prostu Emą…

IMG_7788-02

Z Antośką natomiast zaczęło się od… Kazika… 😉 Zawsze chcieliśmy mieć trójkę dzieci, ale w naszych 40m2, których nawet przy najbardziej rozbujałej wyobraźni nie da się nazwać przestronnymi, ciężko byłoby się pomieścić. Taka właśnie przez długi czas była moja argumentacja przy dyskusjach na temat powiększania rodziny. Nie, że nie chciałem – chciałem bardzo, ale głosu rozsądku nie byłem w stanie wyciszyć. Do czasu 😉 Ania podeszła mnie „z flanki” – zapytała czy gdybyśmy mieli kolejnego syna, to nie chciałbym, żeby miał na imię Kazik. Małpa dobrze wiedziała, jak bardzo lubię to imię… I tak wróciliśmy do tematu trzeciego dziecka. Miliony przegadanych wieczorów później podjęliśmy decyzję – działamy! Bo jak nie teraz to już nigdy… Tak więc, gdy okazało się, że nasze starania zakończyły się sukcesem, podzieliliśmy się radosną nowiną o Kaziku z rodziną. I zaczęło się piekło 😉 „KAZIK?! Ale naprawdę KAZIK?!? Nie podoba mi się!” – słyszeliśmy z każdej strony, a przodowała w tym moja kochana (bez cienia ironii!) Teściowa 🙂 Kazik jednak okazał się dziewczynką, więc ku uciesze rodziny, a moim zmartwieniu, „problem” sam się rozwiązał. Tylko, że imienia dla dziewczynki nie mieliśmy… Stwierdziliśmy jednak, że skoro dwa razy przyszło samo, to i za trzecim razem przyjdzie 😉 No stress! Nie byłbym jednak sobą, gdybym nie chciał podenerwować uspokojonej brakiem Kazika rodzinki. I wtedy pojawiła się Jadzia – pierwsze nietypowe imię jakie przyszło mi do głowy 🙂 Z ogromną satysfakcją i zbójeckim błyskiem w oku zakomunikowałem nasz „ostateczny” wybór Teściowej i usłyszałem: „Nieeeee, to jeszcze gorsze niż Kazik!” 😉 Nam za to tak się spodobało, że nawet poważnie zastanawialiśmy się, czy by przypadkiem tymczasowa śmieszkowa Jadzia nie została na dobre. Jednak, tak jak się spodziewaliśmy, to właściwe imię przyszło samo – w naszej kolektywnej świadomości zajaśniała Antośka, Tośka, Antonina. I choć Teściowa będzie się stresować do samego momentu rejestracji Młodszej w urzędzie, to Antośka Jadzią nie zostanie. Ale pokusa jest… 😉

A jak to było / jest w Waszym przypadku? Imiona wybrane pod wpływem impulsu czy długich rozważań? Dajcie znać w komentarzach 🙂

Do następnego!